JEDNOŚĆ W RÓŻNORODNOŚCI
Można się pokusić o stwierdzenie, że rozdziały od 56 do 58 stanowią swoisty komentarz św. Piotra Damiana do specyficznego charyzmatu, jakim św. Romuald naznaczył życie swoich uczniów. Chodzi o jedność w różnorodności, którą za św. Brunonem Bonifacym w tradycji kamedulskiej nazywamy TRIPLEX BONUM. To wymagające dziedzictwo od samego początku było darem trudnym do udźwignięcia i zapewne dlatego Piotr Damian opisał tę drogę na przykładzie bezdroży, które ją otaczają. Z „Żywota” jasno wynika, że uczniowie Romualda nie podejmowali jednego stylu życia. Byli wśród nich cenobici, pustelnicy, rekluzi. Fundamentem ich jedności miał być wspólny cel, do którego zdążali różnymi drogami. Zapewniało to im wolność w odpowiedzi na Boże wezwanie. Jednak dla niektórych ta różnorodność stanowiła pokusę do porównywania się z innymi, nawet z samym Mistrzem Romualdem. Tracili przez to centrum życia na rzecz peryferii, dając się uwieść iluzjom i błędnym ideałom.
Pierwszą iluzją było przyznawanie życiu pustelniczemu absolutnej wyższości nad cenobickim. Bez wątpienia zarówno św. Romuald ukochał złotą samotność, jak i św. Piotr Damian był niedoścignionym piewcą życia w eremie – poświęcony zaletom życia eremity i rekluza fragment jego Listu 28 to hymn pochwalny i najczystsza poezja. Obaj doskonale rozumieją jednak zasadniczą prawdę życia duchowego, że właściwą drogą jest ta, na której spotyka się Chrystusa, a nie ta, którą samemu uważa się za doskonalszą. Wobec pokusy tworzenia fałszywej hierarchii „wzniosłości” życia monastycznego i stopniowania jego zasług w oparciu o inne kryteria niż wypełnianie woli Bożej, św. Piotr Damian, ukazując w rozdziale 56 „Żywota” upadek eremity, a potem sprzeniewierzenie się swemu powołaniu rekluza Engelberta, przypomina, że wartość i wzniosłość tego życia zależy od cnoty, a nie obranej formy życia. Tym samym sięga do starożytnej tradycji, która w ten właśnie sposób odpowiadała na spór o pierwszeństwo życia cenobitów bądź anachoretów, czego przykład znajdujemy w XVIII Rozmowie Jana Kasjana. Abba Piamun po przypomnieniu doskonałej cierpliwości, jaką u progu życia na Pustyni okazał fałszywie oskarżony abba Pafnucy, mówi: „Do opowiedzenia tych zdarzeń skłoniły mnie dwa powody. Po pierwsze, abyśmy rozważając niewzruszoną stałość tego męża, tym bardziej umiłowali spokój i cierpliwość, im mniej prześladują nas zasadzki nieprzyjaciela. Po drugie, abyśmy mieli mocne przekonanie, że nie możemy być wolni od nawałnic pokus i diabelskich ataków, jeśli nie umieścimy całej obrony naszej cierpliwości i całej ufności w siłach naszego wewnętrznego człowieka, lecz w klasztornej celi albo odejściu na pustynię, albo w towarzystwie świętych, albo w pomocy jakiejkolwiek rzeczy, która znajduje się na zewnątrz nas”.
Na tle bezdroży, na które zeszli uczniowie, tym bardziej jaśnieje droga Ducha, na której trwał św. Romuald, nie zbaczając ani na prawo, ani na lewo. Św. Piotr Damian poprzez delikatną aluzję do 1 Listu do Koryntian ukazuje Romualda jako człowieka duchowego, którego słowa i czyny są niezrozumiałe dla jego uczniów – ludzi cielesnych bądź zmysłowych, którzy sami pozwalają się prowadzić duchowi lekkomyślności i złośliwości, a przypisują to Mistrzowi.
Kolejny (57) rozdział dotyka zagrożenia dla jedności, które pojawia się wraz z pomieszaniem celu życia monastycznego ze środkami, które doń prowadzą. Historia Gaudencjusza ukazuje, jak brak odróżnienia dobra zasadniczego od dóbr względnych o mało nie przekreślił na wieczność gorliwości jego nawrócenia. Gaudencjusz upatrywał istoty służby Bożej w życiu ascetycznym i – jak ukazały następujące po sobie wypadki – postawił post (a właściwie swoją własną wolę) ponad posłuszeństwo, miłość braterską, pokorę i jedność. Tymczasem post i wszelkie inne formy ascezy to dobra względne, które są dobre, gdy zachowa się w nich „właściwy czas, charakter i miarę”. Jan Kasjan, przytaczając naukę abba Teonasa o poście, nawołuje: „Nie czyńmy z niego celu naszej nadziei, lecz dążmy przezeń do czystego serca i apostolskiej miłości”. I znowu w porównaniu z bezdrożem, na jakie w swej nierozsądnej gorliwości zabłąkał się jego uczeń, Romuald jaśnieje jako drogowskaz na drodze zachowania jedności: przychyla się do próśb uczniów, słucha ich uwag, przyjmuje ich racje, nie obstaje przy swoim zdaniu, zmienia decyzje – wszystko po to, by być posłusznym drodze miłości.
Wreszcie rozdział 58 mówi o postawie szacunku do braci, która jest nieodzowna, by zachować jedność. Św. Piotr Damian opowiada, jak jeden z uczniów, któremu św. Romuald na czas swej nieobecności powierzył troskę o swoją celę, został pobity przez diabły, gdy położył się w jego łóżku. Opowiadanie, które w pierwszym odczuciu wydaje się zwykłą anegdotą, odkrywa swój głęboki sens, gdy zestawimy je z apoftegmatem o abba Agatonie: „Abba Piotr, uczeń abba Lota, opowiadał: „Byliśmy kiedyś w celi abba Agatona, i przyszedł do niego pewien brat, mówiąc: «Chcę mieszkać razem z braćmi: powiedz mi, jak mam się zachowywać?» Starzec mu odrzekł: «Jak w pierwszym dniu, kiedy do nich przyjdziesz, tak po wszystkie dni życia bądź wśród nich jak obcy, żebyś nie nabrał wobec nich bezczelnej swobody». Abba Makary zapytał: «A co sprawia taka swoboda?». Starzec odrzekł: «Bezczelność podobna jest do palącej wichury, która kiedy nadchodzi, wszyscy przed nią uciekają, a owoc drzew marnieje». Abba Makary pytał: «Więc aż tak szkodliwa jest bezczelność?» Odrzekł abba Agaton: «Nie ma od niej gorszej wady, bo jest ona źródłem wszelkich wad. Prawdziwemu bojownikowi nie przystoi nadmierna śmiałość, nawet kiedy jest sam we własnej celi. Znam brata, który mieszkając w celi przez czas dłuższy i mając w niej łóżko, mówił: Byłbym aż do odejścia stąd nie użył ani razu tego łóżka, gdyby mi inny nie kazał. – Oto Boży pracownik i bojownik».” Kiedy abba Agaton mówi o byciu obcym, nie chodzi o kogoś nieznanego, wyobcowanego, lecz o osobę, która nie czuje się panem i gospodarzem, która bierze odpowiedzialność, ale nie ma nad innymi władzy. Trud zachowania świętego szacunku wobec ludzi, z którymi biegnie się drogą przykazań Pańskich, to przede wszystkim pamięć, że są to osoby poświęcone Bogu. W Regule św. Benedykta znajduje się nakaz: „Niech zatem młodsi starszych szanują, a starsi niechaj kochają młodszych. Zwracając się do drugiego, nikomu nie wolno posłużyć się samym tylko imieniem, lecz starsi powinni mówić do młodszych «bracia», młodsi zaś do starszych «nonni», co oznacza «czcigodni ojcowie»”. Nie jest to przepis związany z obyczajowością V wieku. Reguła wyraźnie zaznacza, że w klasztorze wszyscy bracia są równi – czy niewolnicy, czy wolni, czy z biednych, czy bogatych rodzin. Nakaz wzajemnego szacunku ma uczyć spojrzenia na współbrata w duchu wiary. Spoufalanie się może zaślepić, jak nie pozwoliło mieszkańcom Nazaretu rozpoznać w Jezusie Bożego Posłańca. „Tylko we własnej ojczyźnie może być prorok tak lekceważony”, bo rodzina, krewni i znajomi ustawiają się w zbyt bliskiej perspektywie, by dostrzec wielkość powołania, jakim jeden z nich został obdarowany. Nowa rodzina dzieci Bożych, która się gromadzi wokół Chrystusa, ma się strzec tego wyłącznie ludzkiego patrzenia na współbrata, ma pielęgnować spojrzenie wiary.
Dalszy ciąg opowiadania o Romualdzie uzupełnia tę prawdę o ważny element. Kiedy Święty ponownie udając się w podróż, powierzył swoją celę innemu uczniowi, ten zadeklarował, że nie powtórzy błędu swego poprzednika, by nie ponieść podobnych konsekwencji. Odpowiedź Romualda przyniosła naukę, że prawdziwy szacunek nie rodzi się ze strachu i nie umniejsza wzajemnych więzi i serdecznych relacji.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
MIŁOŚĆ BRATERSKA (r. 53 – 55)
Opisana w 53 rozdziale „Żywota” historia o cudownym uzdrowieniu jednego z braci, rodzi nieodparte skojarzenie ze znanym apoftegmatem o abba Pojmenie:
„Kiedyś wielu starców przyszło odwiedzić abba Pojmena. A oto ktoś spośród jego krewnych miał dziecko, którego główkę złe moce wykręciły twarzą do tyłu. Ojciec dziecka, widząc gromadę starców, przyniósł je i usiadł na zewnątrz pustelni, i płakał. Zdarzyło się, że pewien starzec wchodził właśnie, a widząc go, zapytał: „Człowieku, czemu płaczesz?” On odrzekł: „Jestem krewnym abba Pojmena, i oto na moje dziecko przyszło takie nieszczęście: chciałem je przynieść do starca, ale się boję, bo on nas nie chce widywać. I jeśli teraz się dowie, że ja tu jestem, każe mnie odpędzić. Ja jednak, widząc, że was tu tylu przyszło, ośmieliłem się przyjść także. Teraz więc, abba, jeżeli zechcesz, zmiłuj się nade mną i zanieś dziecko do środka, i pomódlcie się nad nim”. Starzec zabrał dziecko i wszedł z nim do środka, a tam postąpił przemyślnie: nie zaniósł go od razu do abba Pojmena, ale zaczynając od najmłodszych braci, prosił: „Przeżegnajcie to dziecko”. I gdy tak każdy z kolei robił nad dzieckiem znak krzyża, na ostatku doszedł i do abba Pojmena. Ten wzbraniał się, prosili go jednak, mówiąc: „Ojcze, jak wszyscy, tak i ty”. Westchnął więc, wstał i zaczął się modlić, mówiąc: „Boże, uzdrów swoje stworzenie, aby nie pozostało pod władzą nieprzyjaciela”. I przeżegnał je, a ono natychmiast zostało uleczone i oddano je ojcu zdrowe.”
Pomimo rzucającej się w oczy zależności od tej opowieści, głęboki sens opisu uzdrowienia mnicha Grzegorza tkwi w RÓŻNICACH pomiędzy obydwu tekstami:
Grzegorz SAM przychodzi do celi św. Romualda uskarżając się na ból głowy.
Romuald SAM wychodzi z inicjatywą pomocy i jako PIERWSZY dmucha w czoło brata, a następnie każe to samo uczynić innym mnichom, którzy znajdowali się w jego celi.
Jest to jakby ODWRÓCENIE wydarzenia z życia abba Pojmena. W tym odwróceniu sytuacji Piotr Damian widzi więcej – odwrócenie hierarchii wartości. Dyskretnie zapowiada to już w pierwszym zdaniu, poprzedzającym całe opowiadanie: „Mimo że święty utrzymywał się w wielkiej surowości, zawsze miał jednak wesołe oblicze i pogodne usposobienie.” Na pierwszym miejscu u Romualda stoi miłość braterska, która spieszy z pomocą i przed którą musi ustąpić wszystko inne, nawet tak ważne i nieodzowne w życiu mnicha jak porzucenie świata. W apoftegmacie o abba Pojmenie dochodzi do głosu przekonanie, że mnich ma być martwy dla świata – ten temat rozwinie i pogłębi Jan Kasjan w XXIV Rozmowie, gdzie abba Abraham wyjaśnia wątpliwości swych rozmówców co do stosunków, jakie powinny łączyć mnicha z krewnymi. Przytacza tam przykład abba Apollina, który nie wycofał się w głąb pustyni, lecz po obraniu życia anachorety zamieszkał na obrzeżach swej rodzinnej wioski. Fizyczna bliskość rodziny nie była mu żadną przeszkodą w obranym stylu życia, bo uważał, że jak nie można wywołać z grobu jego młodszego brata, który zmarł przed laty, podobnie on jest pochowany w grobie celi i nie może jej opuszczać dla jakichkolwiek spraw tego świata.
W „Żywocie św. Romualda”, podobnie jak w „Żywocie 5 Braci Męczenników”, jest zachowany w całej mocy i rozciągłości nakaz śmierci dla świata i postawienia miłości Chrystusa ponad miłość najbliższych. Jednak następuje przestawienie akcentów. To nie wyrzeczenie jest na pierwszym miejscu. To nie ofiara i asceza są w centrum uwagi. Najważniejsza jest miłość, bo ona łączy z Bogiem i jest znakiem królowania w sercu Ducha Świętego. Wszystko inne ma służyć podtrzymywaniu i rozwojowi miłości. Umiera się dla świata, ABY ŻYĆ DLA BOGA.
W rozdziale 53 jest mowa o dmuchnięciu – tchnieniu, które w Nowym Testamencie jest jednym ze znaków Ducha Świętego, Ducha miłości. Rozdział 54 mówi o pocałunku, przywołując skojarzenie z miłością, „która jest rozlana w sercach naszych przez Ducha” (Rz 5, 5) oraz z pocałunkiem pokoju (obecnie w Liturgii Eucharystycznej zastąpionym przez znak pokoju przed Komunią świętą). Zarówno dmuchniecie jak i pocałunek Romualda mają moc egzorcyzmu – mocą Ducha świętego zmuszają do ucieczki złego ducha, który dręczy człowieka bólem, niepokojem, szaleństwem.
Uczniowie św. Romualda mają pamiętać, że pierwszym i najważniejszym przykazaniem jest przykazanie miłości – jest daleko ważniejsze niż wszystkie całopalenia i ofiary (por. Mk 12, 28 – 33). Rozdział 55, który ponownie opowiada o uzdrowieniu mnichu Grzegorzu, dopowiada, jak należy właściwie rozumieć absolutne pierwszeństwo miłości w życiu monastycznym. Jest to miłość, która wyraża się w posłuszeństwie wiary. Wobec Grzegorza, którym tym razem cierpiał na ciężką chorobę skóry, Romuald zastosował „szczególny” sposób leczenia: nakazał mu przez trzy dni trzymać nogi zanurzone w zimnej wodzie. Chory postąpił tak raczej z obowiązku posłuszeństwa niż z nadziei wyleczenia, i dzięki swemu posłuszeństwu dostąpił łaski uzdrowienia. Św. Piotr Damian przywołuje w tym miejscu uzdrowienie Naamana przez proroka Elizeusza – cud, który został poprzedzony próbą, a zaowocował nie tylko oczyszczeniem z trądu, lecz i szczerym przylgnięciem dotychczasowego poganina do Jedynego Boga (2 Krl 5). Miłość braterska ma stawiać na pierwszym miejscu DUCHOWE dobro brata – troszczyć się o jego zbawienie bardziej niż o „dobre samopoczucie”. Ta miłość nie może się lękać stawiania wymagań, a przede wszystkim musi być to miłość rozsądna, w starożytnym rozumieniu rozsądku – ROZSĄDZANIA RZECZY DUCHOWYCH – rozeznawania, co (kto) stoi za rzeczami, które się nam przytrafiają.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
ZAKORZENIENIE W TRADYCJI
Wraz z rozdziałem 52 święty Piotr Damian rozpoczyna ostatnią część „Żywota św. Romualda”, poświęconą owocom życia Świętego Mnicha. Tworzy obraz specyficznej formy monastycyzmu, opisując codzienność św. Romualda oraz jego uczniów. Wykorzystuje blaski i cienie ich życia, by zaświadczyć o nowości, która wyrasta z wielowiekowej tradycji. Sam rozdział 52 należy potraktować jako wstęp do tej próby odtworzenia ideału życia monastycznego, jaki Romuald nosił w swoim sercu. Przede wszystkim zwraca uwagę fakt, że prawie cały ten rozdział jest zestawieniem cytatów z dzieła św. Hieronima „Żywot św. Hilariona”:
– Romuald milczy ustami, ale przepowiada życiem – Hilarion „smucił się, iż – chociaż milczy o nim język – przemawiają cuda”.
– Romuald żyje w bardzo surowy sposób, choć zbliża się do starości – Hilarion po 64 roku życia, sądząc, że śmierć jest bliska powrócił do żarliwości w umartwieniach, „jakby był nowicjuszem, który przystępuje do służby Pana, w tym czasie, w którym inni zwykli żyć w wygodniejszy sposób”.
– umartwienia św. Romualda są odwzorowaniem praktyk św. Hilariona, co wyraźnie zaznacza św. Piotr Damian, gdy opisuje jego posty.
Nie są to zresztą jedyne odwołania do postaci założyciela życia monastycznego w Palestynie. Św. Piotr Damian czynił do niego aluzje już we wcześniejszych rozdziałach, gdy św. Hilarion był wskazany jako wzór postu, którego ciężar podwaja praca; potem, gdy św. Romuald uciszył modlitwą burzę morską, tak jak Hilarion powstrzymał fale tsunami ratując od pewnej zagłady Epidaurum (dzisiejszy Dubrownik); wreszcie, gdy św. Hilarion został przywołany jako przykład wstrzemięźliwości i surowości ze względu na ciasnotę i ubóstwo swojej celi, którą „można by uważać raczej za grób niż za dom”.
Bardzo wymowne jest, że św. Piotr Damian wybrał z wczesnej tradycji monastycznej jako punkt odniesienia właśnie „Żywot św. Hilariona”, a nie inne, znacznie słynniejsze dzieło św. Hieronima – „Żywot św. Pawła Pustelnika”. „Żywot św. Pawła Pustelnika” jest utworem ukazującym „rajskie życie na ziemi”, jak mówi sam św. Hieronim – zjednoczenie z Bogiem, przyjaźń z otaczającym stworzeniem, które dostarczało pustelnikowi wszystkiego, czego potrzebował do życia (za odzież służyły mu liście palmy, za pokarm owoce tejże palmy i chleb przynoszony przez kruka, wodę pił z tryskającego na pustyni źródła, nawet grób wykopały mu dwa lwy). Nie mówi natomiast nic o szczegółach tego życia, o walkach wewnętrznych i walkach duchowych, o ascezie, modlitwie i duchowym dojrzewaniu. Widzimy Pawła w chwili, gdy ludzka podłość zmusza go do ucieczki na pustynię, a on „dobrowolnie przyjął to, do czego zmusiła go konieczność”, a następnie wraz ze św. Antonim jesteśmy świadkami jego przejścia do nieba. Na wszystko, co wydarzyło się pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami zapuszczona jest zasłona tajemnicy. „Żaden zaś człowiek dokładnie nie wie, w jaki sposób przeżył on swój średni wiek, czy też – jakie pokonał zasadzki Szatana”. Nie ma świadków, nie ma świadectw, bo św. Paweł przeżył całe życie w doskonałej samotności i dopiero sam Bóg postanowił objawić go swemu Kościołowi jako nowego Eliasza i nowego Jana Chrzciciela na pustyni.
Natomiast św. Hilarion to mnich, który za wszelką cenę szuka ciszy i samotności, aby móc żyć sam na sam z Bogiem, ale jego głębokie zjednoczenie z Panem staje się dla ludzi znakiem Bożej Obecności, która uzdrawia, uwalnia, zbawia. Pustelnik staje się świadkiem i znakiem. Nie może się ukryć przed ludźmi, których pociąga Boża miłość rozlewająca się za jego pośrednictwem. Już w tym zarysie monastycyzmu reprezentowanego przez Hilariona, a nie przez Pawła widzimy charakterystyczne cechy wyróżniające św. Romualda i jego nową, szczególną formę monastycyzmu, którą zapoczątkował.
Przeglądając uważnie „Żywot św. Romualda” zauważamy, że św. Piotr Damian nieustannie odwołuje się do postaci, które formowały wczesny monastycyzm zachodni. Znajdujemy tu aluzje do św. Antoniego, którego „Żywot” przetłumaczony prawie natychmiast na łacinę, zapoczątkował zainteresowanie życiem mniszym w kręgach kultury łacińskiej, do św. Marcina i jego otoczenia – pierwszych galijskich mnichów, do św. Pawła i św. Hilariona – bohaterów pierwszych łacińskich „Żywotów” świętych mnichów, wreszcie do Jana Kasjana i jego dzieł przeszczepiających ideały egipskiej Pustyni na ziemie chrześcijańskiego Zachodu. Przypomina w ten sposób, że monastycyzm zachodni nie narodził się dopiero z dziełem św. Benedykta, lecz najpierw przez prawie 200 lat czerpał natchnienie z doświadczeń wschodniego ascetyzmu, który cechowała charyzmatyczna wolność. Do tych korzeni i do tej tradycji monastycznej powraca św. Romuald, gdy łączy proponowane przez siebie życie pustelnicze z życiem otwartym na ludzi szukających pomocy w najszerszym tego słowa znaczeniu.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
STAWANIE W PRAWDZIE
Bóg nie oczyścił Romualda z niesłusznych zarzutów poprzez nadzwyczajną interwencję, jak to się zdarzało w budujących historiach o starożytnych mnichach. Również św. Piotr Damian milczy, czy mnich – późniejszy biskup Roman przyznał się do oszczerstwa w skutek klęsk spadających na niego i jego diecezję. Najprawdopodobniej oskarżenie nie zostało odwołane i żaden znak z nieba nie oczyścił Romualda z niesłusznych zarzutów. W tej sytuacji cierpliwe i pokorne znoszenie pokuty nałożonej na niewinnego mogło tylko umocnić w uczniach Romualda przekonanie o jego winie i przyczynić się do ich zgorszenia, zamiast zbudowania przykładem nowego Hioba. Tym bardziej, że nałożona na Romualda pokuta była szczególnego rodzaju. Z rozdziału 52 wynika, że uczniowie skazali go na 7 lat rekluzji, co przyjął i wypełnił. Natomiast główna kara polegała na zakazie sprawowania Najświętszej Ofiary, czyli był to rodzaj suspensy. Po sześciu miesiącach sam Bóg przerwał niestosowną pokutę i rozkazał św. Romualdowi powrócić do celebrowania Eucharystii. W ten sposób Pan przypomniał Romualdowi o fundamencie życia duchowego, czyli o ROZTROPNOŚCI, od której Święty zapatrzony w ideał pokory nieświadomie odstąpił, jakby zapominając, że uczeń Chrystusa ma łączyć w sobie prostotę gołębicy i roztropność węża.
Postawa Romualda, który sam odrzucił fałszywe zarzuty, ukazuje się jako wzór chrześcijańskiej pokory i pełnia duchowej dojrzałości. Nie jest to już pokora, która dąży do uniżenia samego siebie i ma służyć jako antidotum na pokusę pychy oraz próżnej chwały. CNOTA POKORY, DO KTÓREJ DOJRZEWA ROMUALD TO STANIĘCIE W PRAWDZIE, tak jak to przeżył podczas wizji, którą otrzymał podczas pierwszej sprawowanej po 6-miesięcznej przerwie Mszy świętej. Został wtedy postawiony w obecności Boga – stanął w Obliczu Prawdy i ujrzał samego siebie w swej nicości („przejęty ogromnym i niewypowiedzianym przerażeniem”) oraz w bogactwie swego obdarowania ( „[Bóg] kazał mi wyłożyć w miarę moich, otrzymanych od Niego zdolności, psalmy i wyjaśnić na piśmie”). Później (rozdział 51) odpowiadając na pytanie uczniów o stan duszy, która staje na sąd Boży, dodał znamienny szczegół, że dusza stająca w obecności Bożej jaśnieje czystością i jest w pełni dojrzałości. W samym obrazie duszy, która ma ludzkie kształty, odbija się przekonanie, które średniowiecze odziedziczyło po starożytnych myślicielach. Istotą przesłania jest jednak prawda, że pokora to łaska stania przed Bożym Obliczem, a trwanie w Bożej Obecności wiedzie na szczyty świętości, upodabnia do Chrystusa Przemienionego na Górze i doprowadza do pełni dojrzałości. Dlatego dociekania uczniów, kim była osoba wspomniana przez Romualda, tak rozgniewały Mistrza, bo zamiast skupić uwagę na tym, co ważne dla ich własnego wzrostu duchowego, chcieli zaspokoić swoją ciekawość i zajmowali się niepotrzebnymi sprawami.
Romuald doprowadzony do pełni dojrzałości monastycznej ma przynosić owoce, którymi będą się karmić kolejne pokolenia jego uczniów. Pierwszym owocem miał być komentarz do Psalmów. Tradycja kamedulska przypisywała autorstwo Romualda jednemu z kodeksów przechowywanemu w archiwum Klasztoru w Camaldoli. Jest to jednak starożytny wykład psalmów z czasów karolińskich, częściowo kopia Komentarza Kasjodora, czyli dzieło powstałe kilka wieków przed św. Romualdem. Świadectwo św. Piotra Damiana niesie w sobie jednak dużo głębszą treść niż tylko informację, że św. Romuald napisał własny komentarz do Psałterza, skupiając się na sensie duchowym psalmów. Jeśli odczytamy Boże polecenie: „[Bóg] kazał mi wyłożyć w miarę moich, otrzymanych od Niego zdolności, psalmy i wyjaśnić na piśmie”, w świetle „Rozmów z Ojcami” Jana Kasjana, a zwłaszcza Rozmowy XIV, okaże się, że Bóg dał uczniom Romualda niezbity dowód na niewinność Mistrza. Otóż w tejże Rozmowie XIV Abba Nesteros poucza Jana i Germanosa o istocie wiedzy duchowej (teoretycznej), która „polega na kontemplacji wielkich spraw Bożych oraz na poznawaniu najbardziej ukrytych znaczeń Pisma Świętego. Ktokolwiek jednak chce dojść do wiedzy o sprawach Bożych, musi najpierw wszelkimi siłami i z wielką gorliwością dążyć do uzyskania wiedzy praktycznej, ponieważ praktyczną można posiąść bez teoretycznej, ale teoretycznej bez praktycznej – w żaden sposób.” (Rozmowy XIV, 1-2) Wiedza praktyczna to najprościej mówiąc naprawa obyczajów oraz zdobycie czystości serca, bo „niemożliwe jest, aby umysł nieczysty osiągnął dar wiedzy duchowej” (Rozmowy XIV, 10). Ludzie nieczyści mogą być wprawdzie biegli w dyskusji i ozdobnym sposobie mówienia, ale nie są w stanie wniknąć do wnętrza Pism i odkryć ich duchowego znaczenia. Dlatego ich wiedza jest fałszywa – grzesznicy zdobywają jedynie pozory wiedzy duchowej.
„PRAWDZIWA WIEDZA DUCHOWA DALEKA JEST WIĘC OD ŚWIECKIEJ UCZONOŚCI, SKALANEJ BRUDEM CIELESNYCH NAŁOGÓW; OWSZEM, ZAKWITA ONA CZASEM CUDOWNIE U NIEKTÓRYCH MĘŻÓW NIEPOSIADAJĄCYCH WYKSZTAŁCENIA ANI DARU WYMOWY.” (Rozmowy XIV, 16)
Oto dlaczego św. Piotr Damian uważał za konieczne podkreślić, że w swoim komentarzu do Psalmów i niektórych pieśni proroków Romuald pogwałcił reguły gramatyki jako człowiek nieposiadający wykształcenia, a jednocześnie jego wykład był doskonały. Romuald jawi się tu jako mąż posiadający PRAWDZIWĄ, a nie rzekomą wiedzę duchową, a zatem jako człowiek czystego serca i czystych obyczajów.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
UDZIAŁ W ZELŻYWOŚCIACH CHRYSTUSA
Rozdział 49 opowiada o najtrudniejszym doświadczeniu w życiu św. Romualda. Ten, który pragnął dzielić z Chrystusem Jego
Mękę i Krzyż, i w swoim zapale dążył do przelania za Niego krwi męczeńskiej, został zaproszony do uczestniczenia z Nim w hańbie i odarciu z dobrego imienia, czego sam z siebie nigdy by nie podjął. W życiu duchowym człowiek potrafi ogołocić się i wyniszczyć do pewnych granic, dalej – jeśli uzna to za słuszne i pożyteczne – prowadzi już sam Bóg. Ze świadectwa św. Brunona Bonifacego wiemy, że Święty Mąż „jak ognia unikał próżnej chwały” i „umyślnie starał się nie podobać ludziom; wtedy uważał się za wielkiego i myślał, że zdoła ustrzec swoją cnotę, gdy z czystym sumieniem uczyni coś takiego, co mogłoby zwrócić przeciw niemu obelgi, szyderstwa i uwłaczające rozmowy ludzkie”. Był systematycznie oskarżany o płochość, lekkomyślność, a nawet zachłanność, gdy „niby tułacz” ustawicznie zmieniał miejsca pobytu i zakładał ciągle nowe klasztory i pustelnie dla swoich uczniów. Granicą było CZYSTE SUMIENIE i dlatego św. Romuald sam nigdy nie dałby nawet cienia podstaw do podejrzeń o naruszenie czystości podjętej ze względu na Królestwo Boże. Bóg ogołocił go z dobrego imienia w oczach uczniów w sposób, który potem dla św. Piotra Damiana wydał się wręcz nieprawdopodobny. Roman, jeden z mnichów Opactwa Najświętszej Marii Panny na górze Sitria, wielokrotnie karcony i karany przez św. Romualda za trwanie w grzechu nieczystości, oskarżył Świętego wobec pozostałych braci o (mówiąc współczesnym językiem) molestowanie i wykorzystanie seksualne. Oszczerczo zarzucił mu popełnienie tego samego grzechu, w którym sam trwał i nie zamierzał się nawrócić. Tym, co najbardziej dziwiło św. Piotra Damiana w całej sprawie było danie wiary temu pomówieniu przez wszystkich mnichów na Sitrii, choć o jego kłamliwości świadczyło całe dotychczasowe święte życie Romualda, a ponadto jego wiek („ponad stuletniego starca”) i osłabione wieloletnią ascezą ciało, nie mówiąc już o reputacji oskarżyciela.
Motyw fałszywego oskarżenia i przerzucania na mnicha odpowiedzialności za winę kogoś innego jest znany już w najstarszej literaturze monastycznej. Zapisane są świadectwa o oszczerstwach rzucanych na cenobitów i eremitów oraz różne reakcje: od rozpaczy poprzez błaganie Boga o sprawiedliwość i przywrócenie dobrego imienia po heroiczne podejmowanie brzemienia fałszywych pomówień. Do najbardziej rozpowszechnionego wątku należy oskarżanie mnicha o uwiedzenie brzemiennej dziewczyny, a następnie wyjawienie prawdy podczas bardzo ciężkiego porodu, który winowajczyni odczytywała jako Bożą karę za oczernienie niewinnego człowieka. Najbardziej podobna do sytuacji św. Romualda była historia, która przydarzyła się św. Makaremu Wielkiemu w początkach jego drogi monastycznej. Gdy prowadził życie pustelnicze w pobliżu jakiejś osady, został oskarżony przez tamtejszą dziewczynę, że za jego sprawą zaszła w ciążę. Po pobiciu i znieważeniu go przez mieszkańców wioski, został zobowiązany przez rodziców tej dziewczyny do pokrywania kosztów jej utrzymania. Przyjął tę pokutę i zaczął dzień i noc pracować przy wyplataniu koszów, a uzyskane za nie pieniądze przesyłał regularnie swojej „żonie”. Gdy nadszedł czas porodu i ta dziewczyna długo się męczyła nie mogąc urodzić dziecka, wyznała, że skłamała i fałszywie go oskarżyła. Cała wioska zamierzała przeprosić Makarego i oddać mu sprawiedliwość. Wtedy on uciekając przed ludzką chwałą zbiegł stamtąd i osiedlił się w Sketis, dając początek trzeciej z najsłynniejszych kolonii anachoretów w Egipcie. Romuald na wzór św. Makarego nie bronił się i przyjął wszystkie nałożone na niego pokuty. Jego spokój w znoszeniu tego „bicza przeciwności” płynął z przekonania, że przynosi Bogu chwałę i znajduje łaskę w Jego oczach, znosząc cierpliwie tę potwarz.
Św. Piotr Damian dodał na zakończenie tego rozdziału wzmiankę o dalszych losach oskarżyciela. Informacja nie znajduje potwierdzenia w źródłach historycznych, natomiast wpisuje się w tradycję o ukaraniu oszczercy i pokazuje zasadę, jak nakręca się spirala grzechu, a zło pociąga za sobą coraz większe zło i zniszczenie. Według opowieści naszego autora mnich Roman wkrótce po oskarżeniu św. Romualda, kupił godność biskupa Nocery, czyli do grzechu oszczerstwa dodał jeszcze cięższy grzech symonii. Ponieważ „zapłatą za grzech jest śmierć”, skutki jego niegodziwości ujawniły się wkrótce w pożarze katedry, a następnie w utracie godności i życia.
Warto zauważyć także inny aspekt tej historii o fałszywym oskarżeniu. Św. Piotr Damian poświęcił całe swe życie walce o oczyszczenie Kościoła z niegodnych pasterzy i wielokrotnie wysuwał oskarżenia wobec konkretnych mnichów, kapłanów, biskupów o niemoralne życie. Przykład św. Romualda, niesłusznie posądzonego o grzech, został mu dany jako przestroga, by nie dawał łatwo wiary obmowom i plotkom, ale szukał prawdy i sprawiedliwości w Obliczu Boga, pamiętając, że także sami oskarżyciele mogą kłamać i świadczyć fałszywie.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
ZNAK ŚWIĘTOŚCI
Św. Piotr Damian przeplata opisy prześladowań, jakich doznaje Romuald, z jasnymi obrazami Bożej obecności. Dzięki świętości
Romualda ludzie rozpoznają bliskość Boga, który miłuje, zbawia, naucza, chroni.
W rozdziale 42 widzimy Romualda, który wycofał się do Parenzo. Po starciu z mocami tego świata powraca do miejsca, gdzie Bóg nawiedził go szczególną łaską (patrz VR 36). Przypomina w tym proroka Eliasza, który po pojedynku z kapłanami Baala na górze Karmel, odchodzi na pustynię, a Bóg przemienia jego ucieczkę w pielgrzymkę do źródeł wiary i początek nowej misji (1 Krl 18-19). Także Romuald zostaje przywołany ze swego ustronia z powrotem do zadania pozyskiwania dusz dla Chrystusa. Bóg posłużył się ludem rzymskim oraz papieżem Sergiuszem IV lub Benedyktem VIII (nie wiemy, kiedy dokładnie działy się wydarzenia tu opisywane). Wysłali poselstwo z poleceniem powrotu, obiecując posłuszeństwo jego nakazom. Pragnęli obecności Romualda pośród siebie, bo przeczuwali, że w nim przebywa wśród nich Żywy Bóg.
Rozdział 43 rozpoczyna serię cudów św. Romualda. Cuda zamieszczone przez św. Piotra w „Żywocie” nie są nigdy nastawione na szukanie cudowności. Służą ilustrowaniu praw życia duchowego. Często są też umieszczane w mniejszych lub większych grupach, by czytelnik mógł łatwiej z nich wydobyć myśl, która przyświecała autorowi. W rozdziałach 43-44 oraz 46-48 cuda są ZNAKAMI BOŻEJ OPATRZNOŚCI, KTÓREJ BLISKOŚĆ LUDZIE ODCZUWAJĄ DZIĘKI PROMIENIOWANIU ŚWIĘTOŚCI ROMUALDA. Są to zasadniczo drobne zdarzenia, które ludzie małej wiary lub niewierzący uznaliby za przypadki lub zbieg okoliczności. Tak jest z ustrzeżeniem przed rabunkiem celi mnicha, który poszedł z Romualdem, by pokazać mu drogę do wody w pobliżu miejsca, gdzie Święty chciał zbudować pustelnię. Nie ma nic nadzwyczajnego, że kapłan, którego w tym czasie Romuald wysłał po posiłek dla braci, w drodze powrotnej przyłapał złodzieja wdzierającego się do niestrzeżonego eremu. Dla wierzących było jednak jasne, że to sam Bóg tak pokierował zdarzeniami, by dopilnować rzeczy, za które Romuald zobowiązał się wynagrodzić, gdyby zostały skradzione lub zniszczone. W podobnym duchu bracia odczytali kolejny cud: gdy w wybranym już na pustelnię miejscu budowali cele, Romuald wysłał jednego z nich, by pobiegł po zostawione pod skalnym urwiskiem rzeczy. Mnich w ostatniej chwili spłoszył złodziei. Wśród cudów Romualda są też uzdrowienia. Nie są to spektakularne cuda, jak przywracanie wzroku niewidomym lub słuchu głuchym. Rozdział 46 pokazuje uzdrowienie pewnego kapłana z bólu… zęba. Obiektywnie mały znak, ale dla tego konkretnego człowieka doświadczenie mocy Boga, który raczył się pochylić nad jego udręką. Świętość uczy, jak rozpoznawać w codzienności Bożą Opiekę.
Dwa kolejne cudowne wydarzenia można właściwie zrozumieć dopiero w zestawieniu z podobnymi faktami z życia św. Marcina z Tours, który walcząc z bałwochwalstwem burzył pogańskie świątynie i ścinał święte drzewa. Sulpicjusz Sewer zapisał, że w jednej z miejscowości Marcin zgodził się, by zebrana ludność go związała i położyła w miejscu, na które powinna była się zwalić mocno pochylona w jedną stronę sosna – drzewo poświęcone demonowi. Tylko pod tym warunkiem kapłan tego miejsca pozwolił ściąć otaczane czcią drzewo. Ścięta sosna zwaliła się w przeciwnym kierunku. Romuald natomiast kazał ściąć buk pochylający się nad jego celą. Mimo nalegań robotników, którzy ostrzegali, że drzewo zaraz zdruzgoce cały budynek, Romuald pozostał w celi. Wbrew ludzkim kalkulacjom buk zwalił się w przeciwną stronę, a wszyscy zdumieni uznali w fakcie moc Bożą czuwającą nad Romualdem. Św. Piotr Damian przez dyskretną aluzję do „próby Marcina” ukazał w ten sposób Romualda walczącego z pozostałościami pogaństwa. Podobną wymowę ma kolejny cud, gdy ścięty na rozkaz Romualda ogromny dąb staczając się po stromym zboczu góry porwał ze sobą stojącego poniżej wieśniaka. Wbrew rozpaczy wszystkich świadków wydarzenia, okazało się, że mężczyzna wyszedł z tej przygody bez żadnych obrażeń. Jego ocalenie przypisano to zasługom świętego Romualda, które miały przed Bogiem o wiele większą wagę niż ów dąb. Wieśniak jest reprezentantem ludzi przywiązanych do starych zabobonów i pozostałości pogańskich wierzeń, których ratuje przed duchową śmiercią świadectwo dawane przez uczniów Jezusa.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
ZNAK ŚWIĘTOŚCI
Począwszy od rozdziału 40 aż do rozdziału 48 św. Piotr Damian gromadzi różne wydarzenia, które mają ukazać świętość jako
znak dany światu. Dla wielu jest to znak sprzeciwu, dla innych natomiast znak nadziei i zbawienia.
Jako pierwszy świadek świętości Romualda postawiony jest hrabia Rainer, syn hrabiego Gwidona, wyniesiony przez cesarza Henryka II do godności księcia Spoleto i margrabiego Camerino, a od około 1016 roku margrabia Toskanii. Okazją do przywołania jego opinii o Romualdzie stała wzmianka o zamieszkaniu Świętego Mistrza wraz z gronem uczniów w ziemiach należących do możnowładcy. Według relacji św. Piotra Damiana Romuald nie upominał słowami żyjącego w grzechu Rainera. Wskazywał na jego nędzne położenie, odrzucając dawane mu wsparcie, by w ten sposób ukazać, że nie może żyć we wspólnocie z kimś, kto zerwał wspólnotę z Chrystusem. Ten drobny, a przecież odważny gest wstrząsał sumieniem Rainera, który z drżeniem stawał w obliczu swojej grzeszności i czekającego go Sądu Bożego. Święty Piotr Damian tłumaczył ten nadprzyrodzony lęk, który w obecności Romualda odczuwali grzesznicy, działaniem Duch Święty, który mieszkał w sercu Romualda. Jezus zapowiedział, że posłany przez Niego Duch będzie przekonywał świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie (J 16, 8nn).
Czasami jednak grzesznik chce zabić w sobie ten Boży przestrach i zagłuszyć wyrzuty sumienia. Wtedy świętość budzi w nim nienawiść i chce ją zniszczyć, usunąć ze swego otoczenia, zwłaszcza, gdy uczeń Chrystusa występuje przeciw jego niegodziwości. Romuald niejednokrotnie doświadczał nienawiści świata, buntu uczniów i prześladowań ze strony mnichów, którzy zapomnieli o ślubie przemiany obyczajów i żyli obyczajami świata. Święty Piotr Damian opisywał już wielokrotnie tego typu doświadczenia, jakie spadały na św. Romualda. Przedstawia teraz kolejne dwa tego typu doświadczenia, by dać pełen obraz, jak woń świętość staje się dla jednych powiewem życiodajnym, a dla innych śmiercionośnym (por. 2 Kor 2, 15-16). W rozdziale 41 jesteśmy świadkami próby zabicia Romualda przez opata w Classe. Św. Piotr Damian tak ułożył swe opowiadanie, że nie można zidentyfikować osoby. Chodzi zresztą o napiętnowanie struktur grzechu, a nie człowieka. Opactwo w Classe było ważnym punktem w polityce cesarskiej w Italii dzięki swemu położeniu oraz licznym posiadłościom. Tym samym Opat Classeński należał do grona możnowładców i wysoko postawionych feudałów. Nic dziwnego, że o ten urząd często ubiegali się ludzie zainteresowani karierą świecką, a nie prowadzeniem głębokiego życia duchowego w myśl zaleceń Reguły św. Benedykta (RB 2). Scena duszenia św. Romualda przez niegodnego opata wskazuje na dużo głębszą prawdę. Praktyka nadawania opactw jako intratnych stanowisk w istocie rzeczy była duszeniem życia monastycznego, pozbawianiem go atmosfery umożliwiającej normalny rozwój i wzrastanie w łasce Bożej. Ocalenie Romualda dzięki pomocy jego ucznia Engelberta staje się znakiem nadziei, że ideał ewangeliczny przetrwa w sercach wiernych Chrystusowi. W rozdziale 45 widzimy jakby powtórzenie zderzenia świętości ze światowością. Narasta jednak dramatyzm okoliczności. Opat w Val di Castro nie nastaje wprawdzie na życie Romualda, a tylko podstępnymi intrygami doprowadza, by ten się sam oddalił. Należy jednak pamiętać, że Val di Castro to fundacja św. Romualda, a żyjący tam mnisi łącznie z opatem to jego uczniowie, których pociągnął płomienny przykład jego życia. I oto jeden z uczniów Romualda sprzeniewierza się ideałom, i zamiast pragnąć dorównać aniołom, chce dorównać innym opatom. Św. Piotr Damian jeszcze raz podkreśla, że nie struktury (czy to będzie cenobityzm, czy eremityzm) zapewniają trwanie w wartościach Ewangelii, ale serce wierne w drodze ku świętości.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
Epizod nieudanej podróży misyjnej św. Romualda na Węgry opisany w XXXIX rozdziale „Żywota” jest kolejnym dowodem, że św.
Piotr Damian nie zamierzał pisać typowego dzieła hagiograficznego, ale raczej „przewodnik” po drogach życia duchowego, w którym znajdzie się opis najróżniejszych meandrów tej drogi, a św. Romuald jest opiekunem w tej wędrówce, służąc własnym doświadczeniem.
Wcześniejsze rozdziały konsekwentnie ukazywały Świętego jako osobę utwierdzoną w swym niełatwym powołaniu. Romuald wie, że Bóg powierzył mu troskę nad duszami, które się buntują i zbaczają z prostej ścieżki. Nauczył się, że powołanie uczniów nie musi być kopią jego własnego powołania, że powinien dawać swoim duchowym synom wolność kroczenia za głosem Bożym. Gdy kolejny jego uczeń – św. Bruno Bonifacy dostępuje chwały męczeństwa, co w ówczesnym rozumieniu równało się szczytom świętości, św. Romuald ulega subtelnej pokusie pójścia w ślady swego ucznia. Jest to pokusa ku dobremu, która jest dużo trudniejsza do wykrycia i odrzucenia niż pokusa ku złemu. Na pozór Romuald pozostaje wierny swemu powołaniu – chce czynić to, co oddaje chwałę Bogu, chce umrzeć dla Chrystusa, nie porzuca też troski o zbawienie innych, skoro zamierza głosić Ewangelię poganom. A jednak jest to tylko pozór…
Początkowo wszystko idzie po myśli św. Romualda. Uzyskuje aprobatę kościelną. Jego dwóch uczniów zostaje wyświęconych na arcybiskupów misyjnych, a pozostałe grono towarzyszy podziela jego zapał. Dociera do granic kraju swej wyprawy misyjnej. Wtedy dopiero Bóg daje znak Romualdowi w postaci choroby. Jest to subtelny znak, bo Bóg szanuje ludzką wolność i nie zmusza do posłuszeństwa. Bóg szanuje też udzielony nam dar roztropności i nigdy nie zwalnia z obowiązku rozeznawania. Romuald orientuje się, że podąża za pragnieniami własnego serca, a nie za wolą Bożą. W tym momencie ukazuje się jego dojrzałość duchowa, ponieważ potrafi publicznie wobec swoich uczniów przyznać się do błędu, zawrócić, a zarazem pozostawić pozostałym pełną wolność w wyborze dalszej drogi.
Romuald powraca na drogę swego powołania, jakie mu wyznaczył Bóg. Już w drodze powrotnej pozyskuje dla życia monastycznego krewnego księcia Karyntii Adalberona i innych. Udaje się do założonego przez siebie klasztoru w Orvieto, gdzie doświadcza od swoich uczniów tak wiele przykrości i prześladowań, że choć może nie jest tego świadomy, właśnie w ten sposób kropla po kropli oddaje życie za Chrystusa w bezkrwawym męczeństwie. Płaci cenę wierności swemu Panu, gdy naraża się ludziom przez napomnienia i uwagi. Św. Piotr Damian celnie podsumowuje całe to zdarzenie słowami: „z woli Bożej został posłany dla zbawienia tych, których nawrócił”. Stosunkowo łatwo jest doprowadzić innych do pierwszego nawrócenia, a nawet skłonić do porzucenia świata. Natomiast stać na straży ślubów, które złożyli i pomagać im (często wbrew im samym) w wypełnianiu tych ślubów, by nie zaprzepaścili zbawienia, to droga nieustannego zapierania się siebie i prawdziwego męczeństwa.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
Św. Piotr Damian począwszy od XXXV rozdziału „Żywota św. Romualda” opisuje to, co zwykle podaje się jako rys charakterystyczny działalności Świętego – zakładanie nowych Wspólnot, które żyjąc według Reguły św. Benedykta są otwarte i wyczulone na wszystko, co podpowiada im „większa miłość”. Po założeniu klasztoru w Val di Castro i pierwszej, o której pozostała jakaś wzmianka, kamedulskiej wspólnoty żeńskiej, św. Romuald wybudował następne klasztory: w okolicach Orvieto, nad rzeką Esino oraz niedaleko Ascoli. Jak zaznacza rozdział XXXVII, nowe fundacje wyrastały z jednej strony z gorącego pragnienia św. Romualda, by wyrywać ludzi ze świata i kierować ku życiu w Chrystusie, a z drugiej strony z potrzeby kolejnych miejsc, gdzie mogliby znaleźć schronienie ludzie pociągnięci jego przykładem. Sercem działalności św. Romualda był bowiem charyzmat duchowego ojcostwa, dzięki któremu rodził on dusze dla Chrystusa. Zawsze chodziło o pomoc konkretnemu człowiekowi w przyjęciu łaski zbawienia i zdobyciu świętości. Wymownym tego przykładem jest opis powołania i świątobliwej śmierci jednego z uczniów Świętego. Już sama wiadomość, że chodziło o syna hrabiego Gwidona, musiała wiele mówić pierwszym czytelnikom „Żywota”. W kolejnym rozdziale będzie wzmianka o innym synu tegoż samego hrabiego – Rainerze, który był jednym z najpotężniejszych i najbogatszych możnowładców XI-wiecznej Italii. Jego brat, który wybrał życie monastyczne, porzucił zatem dla Chrystusa wszystko, co dla wielu wydawało się szczytem marzeń i dążeń. Ukrył się w Bogu tak bardzo, że nie znamy nawet jego imienia, a wspomnienie jego krótkiego życia ogranicza się do opisu śmierci, który jednak zbudowany na wzór opisu śmierci św. Marcina z Tours jest świadectwem niezwykłej czystości i świętości młodzieńca. Młody mnich w chwili śmierci widział przy sobie złe duchy. Święty Romuald czuwając przy swoim konającym synu najpierw zrozumiał tę wizję jako znak, że szatan chce w ostatniej walce posłużyć się orężem jakiś ukrytych grzechów, nieodpokutowanych win. Jednak umierający jako jedyne przewinienie wyznał drobną zaniedbaną pokutę zakonną. Stało się więc jasne, że zły duch na próżno szukał w nim swojej cząstki – podobnie jak w św. Marcinie, który widząc w ostatnim momencie życia stojącego obok szatana, mógł mu z pełnym przekonaniem powiedzieć: „Na co czekasz, krwawa bestio? We mnie niczego nie znajdziesz, przeklęty; mnie przyjmie łono Abrahama.” (Sulpicjusz Sewer, List 3). Wkrótce świętość młodego mnicha potwierdziły liczne cuda dziejące się przy jego grobie, spośród których św. Piotr Damian opisał tylko pierwszy – przywrócenie wzroku niewidomemu słudze hrabiego Gwidona.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
Romuald opuścił erem w Biforco, podobnie jak wcześniej opuścił Pereum. Święty Piotr Damian ukazuje przy tej okazji kolejną charakterystyczną cechę św. Romualda: niecierpliwość. Od razu jednak wyjaśnia, że nie chodzi tu o wadę. We wcześniejszych rozdziałach „Żywota” dał już go poznać jako ojca, który potrafi być bardzo wyrozumiały i cierpliwy wobec słabości i nieporadności uczniów. Sam doświadczył, że dojrzałości duchowej nie zdobywa się drogą na skróty i że trzeba uszanować tempo wzrastania, jakie Bóg ustanowił dla każdego człowieka. „Niecierpliwość” wobec mnichów w Classe, gdy odrzucił pastorał opata, wobec Ottona III w Pereum, wreszcie wobec eremitów w Biforco jest odzwierciedleniem biblijnej porywczości proroków, gdy widzieli brak zdecydowania Izraela, by odpowiedzieć na Boże wezwanie do nawrócenia. Postawa mnichów, którzy próbują jednocześnie dochować wierności Bogu i światu jest do tego stopnia przeciwna duchowi nawrócenia, że św. Romuald chwyta się najmocniejszego sposobu upomnienia, jaki wskazał Jezus w Ewangelii: Pan nakazał uczniom odejść z miasta, które nie zechce słuchać Ewangelii, a „na świadectwo dla nich” strząsnąć pył ze swych stóp. I Romuald tak czyni, by przynajmniej w ten sposób wstrząsnąć sumieniami „letnich”. Na wzór Apostołów, którzy odchodząc z miejscowości, gdzie ich nie przyjęto, mieli iść do innego miasta, Romuald podejmuje nowe dzieło, gromadzi wokół siebie nowych uczniów. Jego „niecierpliwość”, „gorączkowość” jest przejawem żarliwości ducha – gorącego pragnienia, by zdobywać dusze dla Chrystusa, by zapalać innych płomieniem Bożej miłości, którą sam płonął. Owocem tego gorliwego pragnienia stała się pustelnia w Val di Castro. Św. Piotr Damiani zazwyczaj akcentował życie pustelnicze, milczenie i odosobnienie św. Romualda. W tym jednak XXXV rozdziale „Żywota” ukazuje go głoszącego kazania, upominającego grzeszników, przekonującego na podstawie prawa kanonicznego, że zastarzały zwyczaj kupowania urzędów kościelnych jest świętokradztwem. Wydaje się, jakby św. Piotr Damiani malował w tym miejscu swój własny obraz, ponieważ to właśnie on zasłynął z walki z symonią oraz z aktywnego wspierania reform kolejnych papieży w uporządkowaniu życia XI-wiecznego duchowieństwa. Aby podkreślić wagę grzechu nabywania za pieniądze łaski Ducha Świętego, św. Piotr Damiani skontrastował bardzo surową postawę Romualda (w rozdziale XXXV) wobec duchownych, którzy uzyskali święcenia za pieniądze z łagodnością wobec złodzieja, który włamywał się do celi jednego z braci w czasie, gdy cała Wspólnota z Val di Castro była zebrana w kapitularzu, by słuchać nauk Świętego (w rozdziale XXXVI). Złapanego na gorącym uczynku złodzieja św. Romuald kazał nakarmić, łagodnie upomniał i odesłał w pokoju do domu. Wobec dopuszczających się świętokupstwa nie mógł tak postąpić, bo jak z żalem zapisał św. Piotr Damian jad tego grzechu uniemożliwiał im wejście na drogę pokuty i nawrócenia.
Te dwa rozdziały ukazują, że jednym z głównych obowiązków pełniącego posługę duchowego ojcostwa jest upominanie grzeszników. Nie bez przyczyny ten czyn stoi na czele uczynków miłosierdzia co do duszy. Jest to ratowanie życia wiecznego braci, którzy sami nie dostrzegają niebezpieczeństwa, w jakim się znaleźli przez swoje błędne decyzje. Święty Romuald pokazuje, jak upominać w sposób dojrzały. Kiedy tylko można, łączy upomnienie z wielką łagodnością i wyraźnie odróżnia je od kary. Gdy jednak okoliczności tego wymagają, sięga po najmocniejsze słowa i gesty, by przypomnieć zaślepionym o groźbie kary wiecznej.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)

Rozdziały 32 -34 „Żywota św. Romualda” warto czytać jako całość. Wtedy ukazuje się wyraźnie ich myśl przewodnia. Po opisie, jak Bóg udzielił św. Romualdowi łaski doskonałości wewnętrznej, św. Piotr Damiani każe nam się zatrzymać nad tematem duchowej dojrzałości. Czyni to misternie wplatając ten wątek w opowiadanie o pustelnikach z Biforco. Święty Romuald jest ukazany jako mistrz duchowy, który cieszy się darem znajomości serc. Z szacunkiem i zaangażowaniem odpowiada na prośby pustelników, lecz nie ogranicza się do wzniosłych nauk, które mogłyby niedojrzałych umocnić w ich pysze duchowej i przekonaniu o wysokim stopniu życia wewnętrznego. Rozpoznając ich rzeczywisty stan i potrzeby duchowe, uczy ich podstaw: ubóstwa i posłuszeństwa. Bez położenia tych fundamentów dalsze nauczanie o walce duchowej nie ma sensu, ponieważ dopóki człowiek jest niewolnikiem własnych upodobań, szatan nie musi walczyć z pokonanym przez grzech przeciwnikiem. Dalsze wypadki potwierdzają diagnozę Świętego. Mnisi, którzy dwukrotnie prosili Romualda o pouczenia w sprawie walki duchowej, a nawet na kolanach błagali o niezwłoczne przybycie, ostatecznie odrzucają jego nauki, gdy nie odpowiadają one ich ukrytym zamiarom. Relacji wydarzeń poprzedzających przybycie Romualda do Biforco nie bez przyczyny towarzyszy opis nadzwyczajnych darów, jakimi Bóg ubogacił go wprowadzając na szczyty doskonałości. Święty Romuald widzi na odległość (oznajmia o przybyciu braci do klasztoru, choć jego pustelnia jest położona w znacznej odległości, potem widzi nadpływające okręty, które znajdą się w polu widzenie innych dopiero po wielu godzinach), widzi w czasie (zapowiada, że brat, który wyruszył przygotować mu podróż, powróci zbyt późno), wreszcie ma dar czynienia cudów (swą modlitwą ucisza burzę morską i ratuje tonący okręt). Jednak te wszystkie dary nie stanowią o doskonałości duchowej, której istota tkwi w duchowej mądrości, rozumianej jako dar Ducha Świętego. To nie dar czynienia cudów, ale MĄDROŚĆ przejawiająca się w poznaniu serc i znajomości praw rządzących życiem duchowym, sprawia, że Romuald staje się jak lampa na świeczniku, która swymi promieniami oświeca wszystkich znajdujących się w domu Pańskim.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
Po pozornej klęsce św. Romualda jako ojca, gdy opustoszała pustelnia w Pereum, a w klasztorze odstąpiono od pierwotnej miłości i żarliwości ducha, Piotr Damiani ukazuje go jako wzór dojrzałego duchowo człowieka, który zaczyna wszystko od nowa, nie zniechęcając się i nie zbaczając z drogi, którą odczytał jako swe powołanie. Romuald wraca w ojczyste strony, bo według starszej tradycji przekazanej przez św. Brunona Bonifacego, który (w przeciwieństwie do Piotra Damiani) znał go osobiście, Święty pochodził z półwyspu Istria. Tam zgromadził wokół siebie nowych uczniów, których pociągnął bardziej jego przykład niż słowa. Piotr Damian opisuje duchowe wzrastanie Romualda, które ma tak wielką moc pociągania na drogi Boże pięknem nowego człowieka odnowionego na obraz Boży w Chrystusie. Nazywa ten proces wchodzeniem na szczyty doskonałości. U podstaw tego duchowego wzrostu znajduje się SKRUCHA SERCA, ponieważ dar łez, o którym tak szczegółowo pisze, jest jej zewnętrznym znakiem. Skrucha serca to coś więcej niż żal za grzechy, to łaska przemiany serca kamiennego w serce z ciała, w serce zdolne do miłości, do odczucia Bożej Obecności. U świętego Romualda dokonuje się to na drodze psalmów, którą potem będzie polecał swym uczniom jako jedyną. Psalmy można tu rozumieć jako synonim Słowa Bożego, które ma moc przemienić i nawrócić nasze serce w samej jego istocie, sprawić, by serce odpowiedziało modlitwą na usłyszane Słowo. Duchowa dojrzałość Romualda przejawia się właśnie w głębokim, duchowym zrozumieniu tajemnic Pisma Świętego i w modlitwie serca, którą w niektórych tradycjach nazywa się modlitwą płomienną. Można się pokusić o stwierdzenie, że św. Piotr Damiani na podstawie doświadczenia św. Romualda przedstawia, na czym polega oratio i contemplatio w monastycznej praktyce lectio divina. Słowo Boże ożywia martwe i nieme dotąd serce, uzdalnia je do udziału w wewnętrznym życiu Boga, do przejęcia się dogłębnie miłością Bożą i do spojrzenia na świat Bożymi oczyma.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
Święty Piotr Damiani po ukazaniu sylwetek niektórych z uczniów świętego Romualda powraca do wydarzeń z roku 1001 w Eremie w Pereum (Żywot św. Romualda rozdz. 30), ponieważ w nich jak w soczewce ukazały się charakterystyczne cechy romualdowego charyzmatu ojcostwa duchowego. Cesarz Otto III wybudował tam przy wejściu do pustelni klasztor oraz kościół poświęcony świętemu Wojciechowi. Jak wiemy z relacji św. Brunona, „przedsięwzięcie to wzięło przeciwny obrót, gdyż – jak się w końcu okazało – [cesarz] i pustelnię zniszczył, i klasztoru nie zdołał zbudować” („Żywot 5 Braci Męczenników”). Święty Romuald przyjmował z cierpliwością pomysły młodego Ottona, choć był świadomy, że są niedojrzałe i wyrastają z młodzieńczych marzeń. Św. Bruno zapisał, że Romuald w swoich fundacjach nie chciał być nigdy opatem, gdyż zależało mu, by formować wyłącznie duchowe życie braci. Cesarz doprowadził więc do obsadzenia urzędu opata w nowym klasztorze przez mnicha, który zaczął żyć jak pan feudalny. Św. Romuald wskazywał wcześniej na ten urząd św. Benedykta, którego jednak pociągnęły ideały cesarskie oraz namowy św. Brunona, i wymówił się od tej godności ze względu na planowany wyjazd na misje do Polski. Św. Romuald nie zamierzał przykrywać swoim autorytetem nieroztropnych posunięć Ottona, który działając w dobrej wierze, ale bez koniecznego doświadczenia i rozeznania pomieszał to, co cesarskie i to, co Boże, już u początków wywracając fundamenty życia monastycznego w Pereum. Ostatnim aktem ojcowskiej troski o zbawienie cesarza było wezwanie do wypełnienia ślubu, który cesarz złożył na ręce Świętego. Zarówno św. Bruno, jak i św. Piotr Damiani jako przyczynę odwlekania przez Ottona wyrzeczenia się świata, czyli podjęcia życia monastycznego, podawali chęć zemsty na Rzymianach za wyrządzoną zniewagę. Z innych źródeł wiemy, że w tym samym czasie wyruszyło do Konstantynopola poselstwo cesarza z prośbą o rękę jednej z księżniczek bizantyńskich. To wszystko razem pokazywało, jak rozchwianym w swoich planach był Otton. Prawdopodobnie na ten właśnie fakt pragnął mu zwrócić uwagę św. Romuald, upominając, że nie można tak niepoważnie traktować ślubów uczynionych Bogu, przed którego Sądem każdy z nas stanie. Ta twarda postawa św. Romualda, potwierdzona jego wyjazdem wobec niefrasobliwej postawy cesarza, ukazała w prawdziwym świetle jego wcześniejszą cierpliwość i pobłażliwość. Święty kierując się mądrym miłosierdziem, nigdy nie wycofał się ze słusznych wymagań, które jasno określa Prawo Boże. Elastycznym może być tylko ten, kto ma zdrowy kręgosłup.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
św. Romuald wypełnia swój charyzmat ojcostwa duchowego w stosunku do różnych osób: uczniów pojętnych i gorliwych, opornych i lekkomyślnych, wybierających ostateczne inne drogi realizacji powołania.
W opowieści o pustelniku, który opuścił swoją wspólnotę, Piotr Damiani powraca pośrednio do sytuacji, gdy św. Romuald opuszczał Klasztor w Classe jako młody mnich, a potem jako Opat. Tym razem św. Romuald jest mądrzejszy o własne bolesne doświadczenia, że nie można zmusić innych do nawrócenia. Wskazuje, że próby naprawiania innych lub ucieczka z miejsca, gdzie jest się skazanym na nieustanną walkę o zachowanie pokoju serca to ani jedyne możliwe ani najlepsze rozwiązania, po jakie może sięgnąć mnich w takiej sytuacji. Zapoznając się z położeniem Veneria, św. Romuald nie osądza jego Wspólnoty. Nie staje po żadnej ze stron konfliktu, mimo że wydaje się oczywistym, kto ma słuszność. Przede wszystkim wskazuje, że dużo mniej istotne dla ZBAWIENIA jest to, że Wspólnota, w której się żyje, nie jest idealna. O wiele ważniejsza jest świadomość, że samemu nie jest się idealnym – tu wskazuje pustelnikowi, że idąc za tym, co wydawało mu się bardziej pożyteczne, nie zauważył, jak porzucił posłuszeństwo Chrystusowe, czyli fundament życia monastycznego, bez którego cała zewnętrzna asceza jest pusta. Pokój serca i niewinność nie zależą od okoliczności, w jakich się żyje – wszędzie zdobywa się je ciężką i wytrwałą walką, ale nie walką z braćmi, lecz z samym sobą i swymi myślami. Romuald uczy Veneria rozpoznawania pokus i złych myśli, by uświadomił sobie, że warunki, jakie spotkał w klasztorze, były tylko uzewnętrznieniem walki duchowej, którą musi stale toczyć w sobie samym, bez względu na to, czy jest w klasztorze, czy na pustkowiu. Ucieczka od tej walki w złudny spokój jest już przegraną, bo krzyż bez posłuszeństwa nie doprowadzi do zbawienia.
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)
KOCHANI PRZYJACIELE NASZEGO KLASZTORU,
Dzisiaj wspominamy PRZENIESIENIE RELIKWII ŚW. OJCA NASZEGO ROMUALDA. Przez kilka wieków (od 1595 do 1969 roku) liturgiczne święto św. Romualda było w całym Kościele obchodzone 7 lutego na pamiątkę przeniesienia Jego Relikwii. Reforma kalendarza liturgicznego po Soborze Watykańskim II przywróciła wspomnienie św. Romualda na dzień Jego Narodzin dla Nieba, czyli 19 czerwca. JEDNAK W NASZEJ PAMIĘCI DATA 7 LUTEGO JEST NADAL WAŻNA.
Św. Romuald zmarł w pustelni Val di Castro 19 czerwca 1027 roku i do 1480 roku Jego grób znajdował się w Opactwie, które powstało na tym miejscu. W 1481 roku dwaj mnisi z Klasztoru św. Apolinarego w Classe (gdzie Romuald rozpoczynał swoją drogę monastyczną) wykradli drogocenne kości, by przenieść je do swego klasztoru. Gdy mnisi z Val di Castro zauważyli kradzież, ruszyli w pościg za złodziejami i dogonili ich w Jessi. Tam rozgorzał wielki spór o szczątki Świętego, które
ostatecznie mieszkańcy pobliskiego Fabriano zatrzymali u siebie. Relikwie św. Romualda złożono w kościele św. Błażeja, który poświęcono następnie także św. Romualdowi.
Sześć lat temu – właśnie 7 lutego, na 100 miesięcy przed MILLENIUM PRZEJŚCIA DO NIEBA ŚWIĘTEGO NASZEGO ZAŁOŻYCIELA (19.06.2027) rozpoczęłyśmy duchowe przygotowanie do tej wielkiej rocznicy. Pozostało nam już niewiele – 28 miesięcy.
Przez ten cały czas WIELKIEGO PRZYGOTOWANIA, pochylamy się nad życiem i duchowością św. Romualda oraz dzielimy się naszymi refleksjami z Wami KOCHANI NASI PRZYJACIELE. Jesteśmy głęboko przekonane, że bliższe zaznajomienie się z drogą duchową, jaką przebył św. Nasz Ojciec Romuald, obudzi w wielu osobach gorące pragnienie, by prosić go o wstawiennictwo u Boga w rozpoznaniu własnego powołania oraz w różnych swoich intencjach.
ŻYCIE PUSTELNICZE WEDŁUG ŚW. ROMUALDA
Romuald jest człowiekiem pokoju. Św. Piotr Damiani ukazuje go jako mistrza, który potrafi wskazać prostą drogą pośród okoliczności, gdy inni widzą tylko bezdroża. Tak było w przypadku całego miasta Tivoli, któremu groziły gorzkie konsekwencje za przyłączenie się do antycesarskiego buntu, ale jest tak także w życiu konkretnego człowieka, który nie widział możliwości dalszego znoszenia przykrości i przeciwności, jakich doznawał od tych, którzy powinni go byli wspierać na drodze doskonałości.
Spotkanie św. Romualda z pustelnikiem Venerio jest niezwykle ważnym epizodem, dzięki któremu możemy odkryć, jak Święty rozumiał życie pustelnicze. Sytuacja Veneria przypomina nieco położenie św. Romualda, gdy ten odchodził z Classe, by kontynuować swą formację pod opieką bł. Maryna. Jest tylko jedna różnica, ale ta właśnie okazuje się zasadnicza. Św. Romuald odszedł po uzyskaniu zgody swojego Opata i dzięki temu nie wyłamał się z jarzma świętego posłuszeństwa. W słowach: „Jeśli dźwigasz krzyż Chrystusowy, nie powinieneś opuszczać posłuszeństwa Chrystusowego” streszcza się całe zapatrywanie św. Romualda na istotę naśladowania Chrystusa przez eremitę. Jest to myśl, która wielokrotnie powraca w pismach dotyczących początków Zakonu Kamedulskiego. Mnich wyrzekając się wszystkiego, by iść za Chrystusem, ma przede wszystkim wyrzec się własnej woli. Wielką pokusą życia samotnego jest postępowanie według własnego upodobania, nawet jeśli wydaje się, że dąży się do tego, co lepsze i bardziej pożyteczne. Jedynym antidotum na niebezpieczeństwo polegania na własnym zdaniu jest poddanie się woli i radom drugiego. Św. Jan Gradenigo wskazywał, że dla św. Romualda takim punktem odniesienia była nauka Ojców: „Ten Romuald – pierwszy w naszych czasach – w wielkiej pokorze prowadzi piękne i wzniosłe życie OPIERAJĄC SIĘ NIE NA WŁASNYM DOMNIEMANIU, lecz na Collationes patrum, i pouczył nas, która droga jest właściwa.”
(Komentarz Mniszki Kamedułki z Tyszowiec)

